odzwiedzin: 94745

Do pilickiego skansenu - Jadą wozy taborowe…

Unikatowe eksponaty godne muzealnych zbiorów można jeszcze odkryć w zakamarkach starych komórek.  Świadczy o tym najnowszy nabytek Skansenu Rzeki Pilicy, związany  z dramatycznymi wydarzeniami II wojny światowej. Do niespodziewanego natknięcia się na takiego namacalnego świadka czasu wojny doszło wiosną tego roku w dzielnicy Tomaszowa Maz. – Białobrzegach. Podczas rozbiórki starej komórki na posesji przy ulicy Myśliwskiej znaleziono spore fragmenty… niemieckiego wozu taborowego. 
 

Okazały się nimi dwie burty i tzw. dennica, wykorzystane już po wojnie jako zaimprowizowany sufit tej komórki. Dzięki temu wspomniane fragmenty wojskowego wozu konnego zachowały się w znakomitym stanie. Ba, na deskach przetrwało oryginalne malowanie włącznie z plamami trójbarwnego kamuflażu. Zachował się także komplet okuć i uchwytów, służących do mocowania na burtach rozmaitych narzędzi (m.in. łopaty, siekiery i kilofa) oraz zapasowego dyszla i orczyka.
 

Bardzo ważnym szczegółem, przydatnym do ustalenia przydziału wojskowego tego wozu, okazały się zachowane do dzisiaj na jego burtach tabliczki z napisami i symbolami z czasów wojny. Wynika z nich, że znajdował się on na wyposażeniu dowództwa 45 pułku piechoty w składzie 17 dywizji piechoty Wehrmachtu. Istotnie, ta jednostka, jak wynika z historycznych źródeł,  w dniu 18 stycznia 1945 roku wycofywała się przez Białobrzegi pod naporem  radzieckiej ofensywy. Tragiczne okoliczności tego odwrotu dobrze zapamiętała 79-letnia Stanisława Chachuła, mieszkająca po sąsiedzku z posesją, na której znaleziono po latach fragmenty niemieckiego wozu taborowego.  
 

Miałam wtedy 10 lat – wspomina pani Stanisława – a to wszystko działo się na moich oczach. Przez naszą ulicę uciekały w stronę mostu kolejowego na Pilicy całe gromady niemieckiego wojska. W pewnej chwili na podwórko sąsiadów zajechał wojskowy wóz, zaprzężony w cztery konie. Towarzyszyło mu sześciu młodych żołnierzy niemieckich. Za moment na podwórko wpadli Rosjanie, którym  Niemcy poddali się bez walki. Mimo tego radzieccy żołnierze natychmiast kazali się im rozebrać do naga i rozstrzelali ich  na miejscu. Potem  rzucili się do plądrowania zdobycznego wozu. Okazało się jednak, że wiózł on zapasy środków czystości, które nie zainteresowały Rosjan. O szybkim przetrząśnięciu wozu i porozsypywaniu różnych proszków popędzili dalej za Niemcami.
 

Z dalszej relacji S. Chachuły wynika, że konie od tego zaprzęgu zabrali okoliczni gospodarze, a porzucony wóz taborowy dość długo stał na tym podwórku. Z czasem jego elementy, jak koła bądź części podwozia,  były wykorzystywane do różnych celów gospodarskich. Właśnie tym sposobem solidne burty i dennicę wozu spożytkowano przy budowie wspomnianej komórki. Odzyskane po latach fragmenty niemieckiego wozu taborowego właściciel tej posesji – Adam Kucharski (na co dzień - pracownik naukowy Uniwersytetu Łódzkiego) postanowił ofiarować do zbiorów pilickiego skansenu.
 

W wyniku przeprowadzonych przez tę placówkę badań źródłowych ustalono, że są one wyjątkowo rzadkim znaleziskiem. Należały bowiem do ostatniego modelu konnego wozu taborowego, wprowadzonego przez Niemców w końcowym okresie wojny (typ: Ersatzfeldwagen 43). Ze względów oszczędnościowych cechował się on wieloma uproszczeniami w porównaniu do poprzednich typów takich pojazdów i był w dużej mierze wzorowany na ówczesnych wozach chłopskich. Do dzisiaj zachowały się nieliczne egzemplarze takich wozów taborowych. 
 Pozyskane w darze elementy zostały poddane w skansenie pieczołowitej konserwacji. Dla celów ekspozycyjnych zostały one uzupełnione innymi fragmentami takiego wozu, wiernie odtworzonymi na podstawie zagranicznej dokumentacji. Być może uda się kiedyś pozyskać oryginalne elementy jego nadwozia i podwozia, by skompletować całość.
 

Dodajmy, że na taki zabieg czeka również skrzynia innego, poniemieckiego wozu taborowego (wcześniejszy typ: Feldwagen Hf. 2), która trafiła do tomaszowskiego skansenu w 2007 roku z podtomaszowskiego Komorowa. Aż przez 63 lata służyła ona do… przechowywania ziarna w komórce. Właśnie tak wykorzystywał ją Zygmunt Krajewski, mieszkający i prowadzący gospodarstwo rolne w tej wsi. Skrzynię odziedziczył po swoim ojcu, który w styczniu 1945 roku zainteresował się konnym wozem taborowym, porzuconym przez żołnierzy niemieckich uciekających znad Pilicy przed Armią Czerwoną.
 

Praktyczny rolnik rozmontował solidny wehikuł, by wykorzystać koła do innego wozu, zaś solidną i dosyć pojemną skrzynię wypełnił ziarnem na zapas. To samo robił przez wiele lat w zagrodowym spichlerzyku jego syn. Być może taka funkcja skrzyni przyczyniła się do jej znakomitego zachowania. W końcu, wraz ze zmianą profilu swojego gospodarstwa Pan Zygmunt uznał, że taki świadek minionej wojny nie jest mu  już potrzebny i podarował go do zbiorów Skansenu Rzeki Pilicy.
 

        


Fundusze Europejskie dla rozwoju regionu łódzkiego