odzwiedzin: 94745

Do skansenowej „flotylli”   -  Krypa i kajak z dawnych lat

Powiększają się zbiory Skansenu Rzeki Pilicy dokumentujące szkutnictwo ludowe oraz tradycje sportów wodnych na tej rzece. Obecnie zaliczają się one do najbogatszych w kraju, zarówno pod względem ilości eksponatów, jak też ich unikatowości. Do takich niezmiernie rzadkich okazów należy stara łódź z drewna, która trafiła do pilickiego skansenu w tych dniach. Łódź, będąca wręcz podręcznikowym przykładem tradycyjnego szkutnictwa ludowego na Pilicy, jeszcze do ubiegłego roku pływała koło prawobrzeżnej wioski Taras pod Przedborzem. Po niedawnej śmierci jej ostatniego właściciela – Józefa Nurczyńskiego z Tarasu przestała być użytkowana i dożywała swoich dni w nadbrzeżnych chaszczach.

Właśnie tam wypatrzył ją zagorzały pasjonat kajakarstwa i żeglarstwa, a przy tym wytrawny szkutnik – Marek Jeżak, emerytowany nauczyciel geografii z Tomaszowa Mazowieckiego. Pan Marek, mający na swoim koncie prawie dwadzieścia zbudowanych samodzielnie kajaków i lodzi żaglowych, od kilku lat zajmuje się renowacją i konserwacją  eksponatów ze wspomnianej na wstępie skansenowej „flotylli”. Stosuje przy tym konsekwentnie technologie oraz narzędzia i materiały używane przez dawnych szkutników. O jakości konserwatorskich zabiegów M. Jeżaka najlepiej świadczy to, że wyremontowane przez niego kajaki i  motorówki mogą ponownie pływać po tej rzece, otrzymując  swoje „drugie życie” podczas organizowanych przez Skansen wodniackich pikników.

Pozyskana dzięki niemu łódź z nadpilickiej wsi Taras w pełni zasługuje na miano muzealnego rarytasu. Reprezentuje bowiem starą konstrukcję, stosowaną kiedyś w górnym biegu Pilicy i opisaną w naukowej literaturze, a m.in. w pracy Jerzego Litwina pt. „Polskie szkutnictwo ludowe XX wieku”, opublikowanej w 1995 roku w Gdańsku. Autor, będący uznanym w kraju i za granicą autorytetem w dziedzinie budownictwa okrętowego i tradycyjnego szkutnictwa, przemierzył w latach 80. ubiegłego wieku m.in. Pilicę w poszukiwaniu najstarszych łodzi (nazywanych tutaj gwarowo krypami) oraz ich budowniczych.

Wśród tych ostatnich był Bronisław Kowalski ze wsi Ostrów, specjalizujący się w budowie łodzi komunikacyjnych według dawnych wzorów. W oparciu o jego relację J. Litwin opisał dokładnie proces trwającej trzy dni budowy takiej krypy. Do jej konstrukcji wystarczały cztery odpowiednio długie i szerokie deski. Tajemnica tkwiła jednak w ich umiejętnym wycięciu i wygięciu. Tak zbudowaną łódź, mającą zazwyczaj 5,5 m długości i 1,1 m szerokości,  uszczelniano smołą, zaś do napędu używano drewnianych tyczek na tzw. pych.

Identyczne prawidła zastosowano przy łodzi pozyskanej z Tarasu. Została ona wykonana około 20 lat temu przez nieżyjącego już mieszkańca tej wsi Stanisława Świątkowskiego.  Konstrukcja ta ma dokładnie 5,5 m długości i 1,1 m szerokości. Służyła wymienionemu wcześniej J. Nurczyńskiemu  i jego rodzinie do przeprawiania na drugi brzeg Pilicy nie tylko ludzi, ale także rozmaitych ładunków. Jak wspomina dzisiaj jego matka – Paulina Nurczyńska, ta krypa przewoziła mieszkańców Tarasu i pobliskich wsi na odpusty do kościoła w Bąkowej Górze, czy choćby… ziemniaków kupowanych w pobliskich wioskach.

Po odbyciu, już drogą lądową, 50-kilometrowej podróży do tomaszowskiego skansenu, krypa z Tarasu powiększyła zgromadzoną tu dotychczas kolekcję trzech tradycyjnych łodzi ludowych. Dwie z nich, służące do celów komunikacyjnych, pochodzą ze wspomnianej już wsi Ostrów pod Sulejowem i z Woli Roszkowej koło Nowego Miasta nad Pilicą. Trzecia, pochodząca z tomaszowskiej dzielnicy Kulas,  reprezentuje rzadką odmianę ludowej łodzi rybackiej. W najbliższym czasie łódź ze wsi Taras zostanie poddana pieczołowitym zabiegom konserwatorskim i być może także ona jeszcze kiedyś popłynie Pilicą.

Na tym jednak nie koniec unikatowych nabytków do skansenowej „flotylli”. Ostatnio powiększył ją także drewniany kajak z przedwojenną jeszcze metryką. Został ofiarowany skansenowi przez Emilię Lasocką, która odziedziczyła go po swoim nieżyjącym już ojcu – Henryku Lechu. On z kolei przejął kajak po swoim ojcu -  Michale. Ostatnio stary kajak był przechowywany na strychu domu Pani Emilii przy ulicy Smugowej. Zwiedzając któregoś dnia pilicki Skansen i widząc niektóre z ocalonych przez niego starych kajaków, przypomniała sobie o podobnej  pamiątce po swoim dziadku i ojcu. Wkrótce powróciła ona nad Pilicę, tym razem jako cenny nabytek skansenowej kolekcji, liczącej już 12 kajaków, 5 motorówek i 2 łodzie wiosłowe.

Dokładne oględziny kajaka z udziałem M. Jeżaka wskazują na to, że został zbudowany najprawdopodobniej w latach 30. ubiegłego wieku przez domorosłego szkutnika. Tak, zresztą, najczęściej  powstawały wtedy kajaki i łodzie, używane przez tomaszowskich (i nie tylko tomaszowskich) wodniaków. Ten egzemplarz cechuje się ciekawym kształtem, innym od dotychczas zebranych w skansenie. Nie zastosowano w nim steru. Ciekawostką są  także wiosła wycięte  w całości z jednej deski.

Identyczny kajak przedstawia jedno z archiwalnych zdjęć ze zbiorów skansenu, wykonane na Pilicy w Tomaszowie w okresie międzywojennym. Inną wskazówką, pozwalającą określić wiek nowo nabytego kajaka jest zachowana na nim nazwa „Łazik”, typowa dla nazw modnych wśród tomaszowskich wodniaków przed II w.św. Obecnie kajak ten przechodzi w pilickim skansenie gruntowną renowację pod fachowym okiem M. Jeżaka.

 


Fundusze Europejskie dla rozwoju regionu łódzkiego